Galaktyka Gutenberga

Kiedy umiałem już liczyć zaintrygował mnie fenomen drukowanych pieniędzy. Trochę nad nim rozmyślałem, po czym zapytałem dorosłych o to, czy i ja mogę wydrukować swoje tak, żeby kupić coś za nie w sklepie albo rozmienić na drobne w banku. Odpowiedziano: „No pewnie!”

Nie zrozumiałem żartu i ochoczo zabrałem się za rysowanie banknotów z różnymi królami, orłami i zmyślnymi ornamentami, dopisując drukiem, że bilety są prawnym środkiem płatniczym w Polsce. Nadałem każdemu unikalny numer, podpisałem jako prezes nowego banku i za każdą jedynką dodałem tyle zer ile zmieściło się do końca banknotu. Szczęśliwie – była to znacznie łatwiejsza technologia niż bicie mało wartościowego bilonu. Powstała kolekcja niebotycznych nominałów a jedynym, co w moich oczach nieco im umniejszało był papier w kratkę. (Czas to był kryzysu i nie było innego pod ręką.)

Kiedy te ‚promisory notes’ były już gotowe, zostały porządnie, jak każde inne obiegowe banknoty pomierzwione i podstarzone, co nadało im autentyczności i powagi.

Dziś wiem że każdy, wedle fantazji zamkniętej w pewnych ramach, rzeczywiście drukować może ale niektórzy bardzo preferują swoje i na twórczość innych reagują agresywnie.